niedziela, 2 kwietnia 2017

Projekt Denko - marzec 2017

Wraz z końcem miesiąca przychodzi zawsze czas na zbiór zebranych przez ten okres zużytych kosmetyków. Ilość pustych opakowań w marcu nie należy do imponujących i w dużej mierze są to produkty, które zarówno mi, jak i Wam są dobrze znane i często pojawiają się na blogu. Do marcowego Denka mogłabym dorzucić również kilka miniaturek Balea, które zużyłam, jednak pisałam Wam o nich już w osobnym poście na temat całej marki i nie chciałam się powtarzać. W dzisiejszym poście znajdziecie zatem produkty oczyszczające mojej ulubionej marki, które postanowiły skończyć się w tym samym czasie. W wyniku małych porządków zdecydowałam się wyrzucić także kosmetyki, których na pewno nie będę już używać. Próbka kosmetyku, którą zużyłam, bardzo zachęciła mnie do zakupu i aż nie mogę się doczekać, kiedy ten produkt znajdzie się w moich rękach!

O jakich produktach mówię? Przekonacie się poniżej!

Zapraszam na post!




Legenda:
Kolor zielony – Kupię ponownie!
Kolor pomarańczowy – Zastanowię się nad kupnem / Kupię w innej wersji zapachowej
Kolor czerwony – Zdecydowanie nie kupię!

1) Żel pod prysznic i do kąpieli Yves Rocher Mango Coriander

Nie zliczę już, ile butelek żeli pod prysznic marki Yves Rocher zużyłam w ciągu ostatniego roku. Gdy tylko natrafia się okazja, kupuję kolejny zestaw i wypróbowuję nowe zapachy, które dla mnie są obłędne. Ten żel również pachniał nieziemsko! Zdecydowanie czuć było w nim mango. Wydajność jak zawsze mogę ocenić tylko na plus. Używaliśmy go razem z ukochanym podczas dwutygodniowego pobytu w Polsce, a jeszcze wróciliśmy z połową żelu do domu. Żele YR są podstawą w moich kosmetycznych zapasach i mogę je z czystym sercem polecić!

>>Strona internetowa-PL<<



2) Olejek pod prysznic Farmona Tutti Frutti Jeżyna i Malina


Na temat tego produktu mogłam pozbierać opinie z trzech źródeł. Mnie jakoś nie powalił na kolana. Nie za bardzo spodobała mi się jego konsystencja. Miałam też nie najlepsze skojarzenia. Nie wiem, czy kojarzycie produkt o nazwie Slush/Granita. Lodowy napój, który charakterystycznie obkręca się w specjalnych pojemnikach. Ten olejek z Tutti Frutti ma identyczną konsystencję i zapach, jak niebieska wersja koncentratu o smaku malinowym, z którego powstaje ten napój. Miałam wrażenie, jakbym myła się właśnie nim. Mojemu narzeczonemu kosmetyk podpasował zwłaszcza pod względem zapachowym. Moja siostra miała z kolei najgorsze doświadczenia: dostała od niego potwornej reakcji alergicznej.

3) Peeling myjący Joanna Body Naturia Vanilla

Znane w Polsce peelingi również często znajdują się w mojej łazience, a to za sprawą tego, że znalazłam sklep, który importuje te kosmetyki do Szwajcarii. Właśnie w taki sposób (z paskudną przebitką cenową!) zakupiłam wersję waniliową, w której się zakochałam. Jak działają te peelingi, chyba większość osób wie. Może nie są jakimiś nadzwyczajnymi zdzierakami, ale dają radę. Są wygodne w użyciu i w moim przypadku pozostawiają skórę miękką. Sam zapach był boski – pachniał niczym laska wanilii, więc zwłaszcza zimą chętnie do niego powrócę.

4) Antyperspirant w sztyfcie Rexona Ultra Dry

Nie jestem osobą, która przepada za tego typu kosmetykami. Z powodu tej niechęci nie byłam w stanie zużyć tego produktu do końca, a leży on już dobrych kilka lat w mojej szafce. Przy okazji porządków stwierdziłam, że nie ma co dłużej trzymać kosmetyków, których nigdy nie użyję. Tym samym trafia on do kosza.

5) Maska do włosów Gliss Kur Million Gloss

Co do tego produktu nie miałam zbyt dużych oczekiwań. Kupiłam go w ostateczności, nie widząc nic ciekawszego. Maska, którą pozostawia się na minutę po umyciu włosów, sprawdziła się u mnie średnio. To znaczy nie wywołała cudownych efektów, ale również nie była zła. Nie zauważyłam, by włosy były bardziej lśniące czy też maksymalnie odżywione, ale z pewnością łatwiej się rozczesywały i układały. Po kilku użyciach produktu już nie było, więc wydajność pozostawia nieco do życzenia. Raczej nie kupię go ponownie, ponieważ nie lubię średniaków.




6) Witaminowy tonik do twarzy Bourjois Paris

Woda micelarna tej marki stała się moim ulubieńcem, bez którego nie wyobrażam sobie codziennego rytuału oczyszczania twarzy z makijażu. Witaminowy tonik również mnie zachwycił! Delikatna formuła szybko się wchłaniała. Produkt spełniał w 100% swoje tonizujące działanie. Miał przy tym przyjemny zapach, przez co używałam go jeszcze chętniej. Obecność witaminy C jest dodatkowym plusem – moja twarz bardzo dobrze reaguje na produkty z tym składnikiem. Ze względu na fakt, że jest to bardzo lekki kosmetyk i nie zawiera alkoholu mogę śmiało zaliczyć ten tonik do ulubieńców.

7) Maska peelingująca Schaebens Erdbeer Peeling Maske

Peeling w formie maseczki o bardzo kremowej konsystencji i lekko truskawkowym zapachu. Drobinki peelingujące były jedynie lekko wyczuwalne. Ilość produktu w saszetce starczyła mi na pokrycie całej twarzy. Początkowo po nałożeniu czułam lekkie szczypanie, które po minucie ustało. Maseczkę z łatwością mogłam zmyć z pomocą ciepłej wody. Efekt końcowy był świetny. Twarz była miękka i gładka w dotyku. W dodatku za niską cenę - Czego chcieć więcej!

>>Strona internetowa-DE<<



8) Kolagenowa maseczka do twarzy Cala Collagen


Ta marka jest mi już znana. Kiedyś miałam okazję używać innej maski, która bardzo mi się spodobała, dlatego z chęcią zakupiłam kolejną, tym razem kolagenową, która miała mieć działanie przeciwstarzeniowe. Co do samego działania nie będę się wypowiadać, gdyż moim zdaniem nie da się określić takich rezultatów po jednorazowym użyciu jakiegokolwiek produktu. Faktem jest jednak to, że zawierała ona w sobie kolagen oraz witaminę E. Zarówno witamina E, jak i C są składnikami, które lubię w kosmetykach przeznaczonych do twarzy. Moja cera wygląda po nich zawsze promieniście i świeżo. W tym opakowaniu znalazłam nasączoną płachtę, którą pozostawiłam na twarzy przez 15 minut. Po jej zdjęciu nie zauważyłam spektakularnych efektów, ale twarz wyglądała ładnie, tak jak po użyciu każdej innej maseczki. Jeśli miałabym zdecydować się na ponowny zakup, to wybrałabym wcześniej używaną maskę z ekstraktem aloe vera, gdzie efekty były bardziej widoczne.

9) Balsam do ust Chapter Peach

To kolejny produkt w tym Denku, którego nie byłam w stanie zużyć. Na wstępie już miałam obiekcje przed jego używaniem ze względu na niehigieniczne opakowanie. Nie lubię balsamów do ust w słoikach, gdzie trzeba wygrzebywać produkt palcem (SIC!). Dałam mu jednak szansę, której nie wykorzystał. Ten balsam ma paskudnie klejącą formułę. Wystarczyło nałożyć odrobinę produktu na usta, by przez cały dzień czuć, że wargi sklejają się ze sobą w trakcie rozmowy. Jego zapach był całkiem ładny: przypominał mi brzoskwiniową gumę balonową, ale w smaku był paskudny niczym połączenie najgorszych chemikaliów. Te właściwości zupełnie odrzuciły mnie od jego dalszego testowania.



10) Skarpetki regenerujące Lirene Dermoprogram

Oprócz skarpetek w opakowaniu znajduje się również gruboziarnisty pelling, który użyć należy przed założeniem głównej części. Już po jego użyciu moje stopy były zmiękczone, a martwy naskórek usunięty. Druga część tego wygładzającego zabiegu to skarpetki nasączone specjalnymi składnikami odżywczymi. Rozmiar skarpet był dobry i materiał dobrze przylegał do stóp. Podczas ich noszenia (30 minut) miałam wrażenie, jakby coś się pod nimi działo. Po zdjęciu stopy były miękkie i miłe w dotyku. Niestety efekt ten nie był długotrwały. Już po dwóch dniach stopy powróciły do stanu sprzed użycia tego produktu. Mam co do niego mieszane uczucia.

>>Strona internetowa-PL<<



11) Chusteczki do demakijażu Duchesse

Staram się zawsze mieć przy sobie wilgotne chusteczki, którymi mogłabym szybko zmyć i poprawić makijaż, czy chociażby przetrzeć ręce. W ostatnim czasie używałam chusteczek marki Duchesse, które nawilżone były ekstraktem z aloe vera. Miały one dość specyficzny zapach i szybko wysychały po wyciągnięciu. Plusem było jednak to, że miały neutralne pH, a używając ich, nie czułam przesuszenia skóry. Jeśli nie znajdę nic lepszego, to do nich powrócę.


12) Gumka-sprężynka


Nie jest to oryginalna gumka-sprężynka. Została ona kupiona w sklepie Only i widać, jak skończyła. Nosiłam ją kilka miesięcy, ale już po kilku użyciach nie powracała do swojego pierwotnego kształtu i nieco zsuwała się z włosów. Pękła podczas jednej z prób związania włosów.



II) Często denkowane:

13) Szampon przeciwłupieżowy Head&Shoulders Classic Clean – Niezbędnik w pielęgnacji problematycznej skóry głowy. 




14) Woda micelarna Bourjois Paris – Mój absolutny ulubieniec i niezbędnik w kategorii Demakijaż.



15) Plastry oczyszczające na nos, brodę i czoło Balea – Plastry oczyszczające, które dają całkiem przyzwoite efekty.



16) Antyperspirant w spray'u Nivea Men Silver Protect – Dla mojego ukochanego ten antyperspirant nie ma żadnych konkurentów.



17) Pasta do zębów Colodent Super Fresh – Daje długotrwałe uczucie świeżości.



18) Suplement diety Actilife Calcium



III) Próbki

-> Vichy Aqualia Thermal – Bardzo nawilżający krem po oczy. Zdecydowanie chciałabym go mieć!


Czy te produkty są Wam znane? Jak Wam się ich używało?

16 komentarzy:

  1. Miałam kiedyś ten tonik z Bourjois i też byłam z niego zadowolona :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ileż kosmetyków ! ;)
    Zaciekawiły mnie plastry oczyszczające.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale ten balsam to słabo wypadł :) denko fajne i ogromne :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pokaźne denko. My tez używamy H&S :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z denka nie znam nic , ale znam ten wosk ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie wypróbuję ten żel z YR :) a gumkę sprężynkę mam, ale moim zdaniem zbyt mocno ściąga włosy, także chyba nie dla mnie niestety.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Trochę tego zużyłaś. :) Ja nic z tego nie testowałam.

    OdpowiedzUsuń
  8. nie używałam żadnych z tych produktów, ale chyba wypróbuje tą maseczke na stopy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest kilka rzeczy które chetnie wyprobuje:)

    buziaki:*
    WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam żele pod prysznic o zapachu mango :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...