środa, 30 lipca 2014

Bo tym, czym zyje jest shopping!

Przyjezdzajac do Polski, jedyna pewna rzecza (poza odwiedzeniem rodziny) sa ZAKUPY! Zupelnie nieswiadomie trafilam ostatnio do kraju w najlepszym czasie - czasie wyprzedazy! Wydaje mi sie, ze nie ma na swiecie kobiety, ktora nie lubilaby wyprzedazy. Sklepowe polki uginaja sie wrecz pod ciezarem wyprzedawanych rzeczy, a same sklepy przescigaja sie miedzy soba w tym, kto przyciagnie wiecej klientow, wymyslajac przerozne promocje. 

Dzielnie trwajaca u mego boku, zakupowa towarzyszka byla przez cale to zakupowe szalenstwo moja mlodsza siostra. Tak przy okazji, mam nadzieje, ze Ty rowniez jestes zachwycona swoimi nowymi laszkami ;)

Musze Wam przyznac, ze w momencie, gdy przeprowadzilam sie do Szwajcarii bylam zalamana! Zaczelam bezmyslnie przeliczac wszystko na zlotowki i co tu duzo kryc, zal mi bylo kupic chleb, gdy pomyslalam, ze najtanszy kosztuje 10 zloty... Te czasy jednak juz minely. Obecnie przebywam bardzo malo w Polsce (okolo 4-6 tygodni w roku), przez co sytuacja odwrocila sie o 180 stopni. Obecnie robiac zakupy w ojczyznie przeliczam wszystko na franki szwajcarskie. Czy wychodzi mi to na dobre, nie jestem w stanie odpowiedziec, lecz najczesciej moja odpowiedz brzmi: BIORE! :D

Ale tak szczerze mowiac, mimo iz Szwajcaria uchodzi za drogi kraj (z czym w zasadzie sie zgadzam) to ubrania kupic mozna tutaj za dosc przyjemne ceny. Bardzo czesto natrafic mozna tutaj na prawdziwe obnizki i wyprzedaze. Wyprzedaz letnia, zimowa, wiosenna, jesienna, miedzysezonowa.Redukujemy ceny: dzis, w tym tygodniu, w tym miesiacu o 20, 40, 50, 70, 90%! Redukujemy ceny, bo: chcemy sie tego pozbyc, bo mamy taki kaprys, bo mozemy! Chcesz kupic na poczatku lipca szorty za 3 franki? Nie ma problemu, bo... tak naprawde nic nas to nie kosztuje! 

Nie wiem, czy w Polsce skonczyla sie juz era "falszywych promocji", ale na wlasnej skorze przekonalam sie, ze cos jest z tym nie tak. W jednym ze sklepow (nazwe pomine) na metkach oprocz ceny poczatkowej znajdowaly sie rowniez ceny rabatowe. Przy kasie pani poinformowala mnie (juz po nabiciu na kase calego kosza rzeczy), ze nie obowiazuja ceny rabatowe, wiec... albo kupuje je za cene poczatkowa, albo wcale. Coz, za taka promocje zdecydowanie dziekuje. Swoja droga wczesniej napotykalam czeste sytuacje, gdzie na ubraniu widnialo "50% taniej", a cena nie ulegla zmianie, ale Wy pewnie wiecie lepiej, jak obecnie to wyglada. Chetnie przeczytam Wasze opinie na ten temat. W Szwajcarii nie napotkalam sie na tego typu przekrety. Tutaj, jesli promocja jest, to faktycznie nic tylko brac. Czesto napotkac mozna (poza wspomnianymi procentowymi znizkami) promocje tj. wez 3 rzeczy za 10 CHF, a za kazda zaplacisz 6 CHF, 3 CHF lub kup 2 zaplac za 1 ewentualnie druga rzecz za polowe ceny. Czesto wychodzi na to, ze w Polsce po prostu przeplacilam. Problemem jest jedynie fakt, iz Szwajcaria rzadzi sie wlasnymi prawami. Styl szwajcarski, a polski rozni sie diametralnie. U nas najczesciej patrzy sie na wyglad, a to czy dana rzecz jest wygodna schodzi na drugi plan. Tutaj z kolei najwazniejsza jest wygoda, a ubranie ma byc przede wszystkim praktyczne! Niewazne, ze wygladasz, jakbys przed chwila wrocila z karmienia swin, kur tudziez innych zwierzat hodowlanych lub wyszla na dwor w pizamie! Wazne, ze jest to cieple, uniwersalne i przyjazne srodowisku! 

Wracajac do tzw. "akcji", jakis czas temu kazdy szalal na punkcie bejsbolowek.

(Zdjecie pochodzi ze strony sprzedajemy.pl)

Byly to same poczatki tego trendu i oczywiscie takze chcialam taka miec. Nic dziwnego, ze producenci zweszyli w tym interes i narzucili kolosalne ceny. Gdy probowalam kupic bejsbolowke w Polsce, ceny wahaly sie w granicach 100 - 120 zl. Stwierdzilam, ze jednak sobie odpuszcze i... mialam racje. Tuz po powrocie do CH trafilam przypadkowo do sklepu Blackout (takie chwile sie pamieta :D), gdzie byla jakas kolejna promocja z niewiadomego powodu i kupilam ja za 15 CHF (okolo 50 zl). 

Podsumowujac, chcialabym przedstawic Wam pewne wyliczenie:

Madra osoba, robiaca zakupy w Szwajcarii za 100 CHF (w momencie, gdy zarabia 3.5 tys frankow) jest w stanie kupic 10-12 rzeczy za ta kwote.

W Polsce za 100 zl (nie musze wspominac, ile wynosi polska placa) kupimy moze 3 bluzeczki.

Roznica jest dosc znaczna. Spytacie pewnie, dlaczego w takim razie nie wykorzystam tego w jakis sensowny sposob. Przyznam szczerze, ze mialam dosc dobry pomysl, by kupowac tutaj ubrania, a nastepnie sprzedawac je w Polsce. Z moich obliczen wynikalo, iz dodajac cene przesylki i zostawiajac jeszcze cos dla siebie ceny moich rzeczy bylyby tak czy inaczej nizsze niz te, narzucone przez sklepy w PL. Mozna byloby rozkrecic fajny interes, ale jak zwykle w takich sytuacjach pojawiaja sie problemy. Glownym z nich jest fakt, iz w Polsce bywam za rzadko, a przesylac ubrania ze Szwajcarii do Polski sie po prostu nie oplaca. 

I chcac, nie chcac lapie sie na tym, ze przed kazdym wyjazdem do Polski obiecuje sobie: ZADNYCH ZAKUPOW! A konczy sie jak zwykle na zostawianiu kolorowych papierkow w centrum handlowym :P

Dla urozmaicenia - kilka miejsc, gdzie natrafic mozna na ciekawe ubranka:





(Zdjecia pochodza ze stron internetowych powyzszych centrow handlowych)

W kolejnym poscie zobaczycie, co udalo mi sie znalezc w polskich centrach handlowych ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...