wtorek, 25 lipca 2017

Z archiwum #3 - Lato 2012

Dawno już nie uraczyłam Was dawką niepublikowanych wcześniej zdjęć. Osobiście bardzo lubię powracać wspomnieniami do fajnych wydarzeń z mojego życia. Jeszcze lepiej, gdy udało mi się tę chwilę uwiecznić na zdjęciu i z uśmiechem przeglądam nawet te nieudane fotografie, gdzie zupełnie nie przejmowałam się kadrowaniem czy prześwietleniem zdjęcia. Dziś chciałabym Wam pokazać kilka fotografii, które wykonane zostały jeszcze w 2012 roku podczas naszych wyjazdów oraz opowiedzieć Wam kilka historii z nimi związanych.

Zapraszam na post!

1) Pierwszy wyjazd do Francji


Ileż na tym zdjęciu dojrzeć można „pierwszych razów”... Pierwszy raz mój ukochany zabrał mnie wtedy w podróż, a ja nie miałam absolutnie żadnego pojęcia, dokąd jedziemy. Moja ekscytacja była tym większa, że PO RAZ PIERWSZY pojechaliśmy do Francji. Przygraniczna miejscowość Mulhouse (pol. Miluza) stała się celem naszego jednodniowego wypadu. Pamiętam, że jedyną myślą, jaką miałam wtedy w głowie, było to, że miasto wygląda raczej jak jedna z dzielnic Bronxu: obdrapane mury, pełno podejrzanych grup murzyńskich... No może poza ścisłym centrum, gdzie faktycznie zobaczyliśmy ładną starówkę i jeden z ładniejszych ratuszy. Nie wiem już nawet, w którym miejscu, ale po drodze natrafiliśmy na ten ciekawy posag , przy którym nie omieszkałam sobie zrobić zdjęcia. Uwaga! Po raz pierwszy od 15 lat w sukience!

2) Zamek Wildegg i przebieranki

W to samo lato wybraliśmy się również do zamku Wildegg. Pamiętam doskonale ten czas, ponieważ dokładnie wtedy mój mąż stracił prawo jazdy za drobne wykroczenie (w Szwajcarii są bardzo kosztowne mandaty). Całe szczęście byłam jeszcze ja, więc dzielnie woziłam nas po kraju, wynajdując nowe miejsca podróży. Któregoś razu trafiłam właśnie ten zamek i od razu palnęłam: „Jedziemy tam!”. Szkoda tylko, że nie zobaczyłam, jak przebiega droga, bo chyba bym się na nią nie porwała. Było na niej tyle ostrych zakrętów i zjazdów w górę i w dół, że na samą myśl dostawałam choroby lokomocyjnej.



























Ale w końcu szczęśliwie dotarliśmy do naszego celu. Byliśmy wtedy jedynymi zwiedzającymi, więc spokojnie mogliśmy obejrzeć sobie każdy zakątek, poza ogrodem. Niestety w przyzamkowej kapliczce odbywał się ślub, a przyjęcie weselne miało miejsce w ogrodzie, przez co był on wyłączony dla zwiedzających. Może kiedyś jeszcze uda nam się tam wrócić, by pobyć chwilę w pięknym, różanym ogródku. Wchodząc do środka zostaliśmy zaproszeni na prywatny seans filmowy na temat zamku i jego historii, by lepiej zrozumieć muzealne ekspozycje. Następnie mogliśmy zwiedzić zamkowe komnaty. Jednym z miejsc, które mnie absolutnie zahipnotyzowało, były widoczne na zdjęciu schody.



Na jednym z pięter znajdowała się sala, w której można było przymierzyć stroje z dawnej epoki. Tej okazji przegapić nie mogliśmy! Była to świetna zabawa, której skutki możecie zobaczyć na załączonych zdjęciach. 

























3) Wycieczka do starożytnego Rzymu

Trzecim miejscem, które odwiedziliśmy w tamtym czasie było rzymskie miasteczko Augusta Raurica. Jest to zamknięty kompleks, który położony jest niedaleko Basel. W środku znajduje się zbiór wszystkich pozostałości rzymskich z tych terenów. My zdecydowaliśmy się pojechać tam, gdy organizowany był coroczny rzymski fest. Można było tam zobaczyć walczących gladiatorów, podglądnąć kobiety w rzymskich strojach przy „codziennych obowiązkach”, zajrzeć do namiotów legionistów.



Całość była naprawdę bardzo fajnie zorganizowana, ale... kim właściwie był ten mężczyzna? Nasza pierwsza myśl, gdy go zobaczyliśmy: „Co tu robi Gandalf?”. Jeszcze śmieszniej zrobiło się, gdy podleciał do niego mały chłopczyk i spytał go, kim jest, na co pan spojrzał na swój brzuch, na chłopca, po czym odpowiedział: „Sam nie wiem” i odszedł.


4) Granica niemiecko-szwajcarska

Na zakończenie lata pojechaliśmy do przygranicznego miasta Konstanz. Poza wieloma atrakcjami, które skrywa ta miejscowość, istnieje tam także nietypowe przejście graniczne. Na większości szwajcarskich granic stoją zawsze strażnicy, którzy wypytują Cię o przewożone towary. Tutaj otwarta granica przebiega przez … chodnik, a na wodzie w tym miejscu stoi dziwna konstrukcja.



























W centrum miasta można spotkać również sporo dziwnych rzeczy. Za przykład niech posłuży reklama małego sklepu meblowego, na którego drzwiach zawisło krzesło.


Właśnie w Konstanz widzieliśmy najdziwniejszą fontannę. Wyglądało to jak brodzik, w którym główne miejsce zajmowała ogromnych rozmiarów kobieta, której dosłownie wszędzie zwisały fałdy tłuszczu. „W wodzie” siedzieli również starzy, nadzy mężczyźni w czepkach kąpielowych. Dookoła nich były także figury zwierząt z uwzględnieniem ich płci. Do zrobienia zdjęcia zastosowałam cenzurę ;)


Mam nadzieję, że poprawiłam Wam nieco humor dzisiejszym postem i moimi krótkimi opowieściami i z przyjemnością obejrzeliście niepublikowane wcześniej zdjęcia. A Wy pamiętacie co robiliście latem 2012 roku?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...