wtorek, 17 października 2017

Topy i Flopy - lipiec, sierpień, wrzesień

Od jakiegoś czasu zamieszczam w poście podsumowującym miesiąc (LINK) listę najchętniej i najgorzej czytanych postów. Zauważyłam, że jest to dla Was bardzo pomocne i chętnie powracacie do tych wpisów, dlatego pomyślałam, że mogłabym tworzyć takie podsumowania co trzy miesiące. Osobny post tego rodzaju to nowość na blogu, dlatego z chęcią wysłucham Waszej opinii na ten temat. Które rozwiązanie jest lepsze?

Zapraszam na premierowy post!

Top 5

1. Projekty Denko – czerwiec, lipiec, sierpień

Jeśli miałabym wypowiedzieć się na temat najchętniej wyświetlanych postów, to nie spoglądając ani razu w statystyki, bez wątpienia wskazałabym na wpisy z serii Projekt Denko. Wiem, że istnieje spora grupa ludzi (w tym również ja), która uwielbia posty z opiniami w kwestii zużytych kosmetyków. Sama uważam, że najlepszą recenzję uzyskać można właśnie po ukończeniu kosmetyku. Stosując się ściśle mojego planu, dotyczącego wykańczania produktów i nieotwierania następnego opakowania przed ukończeniem starego, w moim Denku pojawia się każdego miesiąca minimum 10 produktów, więc jest co czytać!




Tak wysokie umieszczenie w rankingu mojego planu pielęgnacyjnego na jesień jest dla mnie sporym zaskoczeniem. Tym bardziej, że pomysł stworzenia cyklu takich wpisów siedział w mojej głowie od bardzo dawna, jednak nie miałam w sobie tyle zapału, by go zrealizować. Oba opublikowane do tej pory plany pielęgnacji cieszą się jednak sporym zainteresowaniem, co utwierdza mnie w przekonaniu, że podjęłam słuszną decyzję. Posty tego typu są dla mnie o tyle ciekawe, że mogę pokazać Wam kosmetyki, których aktualnie używam, a pod koniec kwartału przekonać się, jak moje plany sprawdziły się w praktyce.



Spotkałam się kiedyś z opinią, że blogosfera opiera się w głównej mierze na pokazywaniu nowości i ogólnopojętym konsumpcjonizmie. Trudno się z tym nie zgodzić, zwłaszcza patrząc na zamieszczoną listę, gdzie aż dwie pozycje zajęły wpisy z nowościami. Nie do końca jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy i staram się, by tego typu postów było coraz mniej, a tym samym chciałabym coraz bardziej rozwijać w sobie myśl: „Lepiej być, niż mieć”.



Bardzo pozytywnie przyjęliście również post o moim poszukiwaniu idealnej sukni ślubnej i dodatków. Cała seria ślubnych postów była dla mnie szalenie osobista, a ten wpis w szczególności. Ukazały się w nim nawet zdjęcia z tego wyjątkowego dla nas dnia. Jest mi niezmiernie miło, że z chęcią go przeczytałyście i zostawiłyście pod nim tyle ciepłych słów!



FLOP 5


Nie chciałabym traktować postów z listy FLOP jako porażki, choć może w Waszym odczuciu były to niezupełnie udane wpisy, a ja powinnam wylać na siebie falę krytyki. Całkowicie szczerze muszę przyznać, że przed pisaniem tego podsumowania myślałam, że na tej liście pojawią się całkiem inne posty. Zaskoczeniem jest najgorzej czytany post z tym kwartale – jeden z wpisów z Leksykonu kosmetycznego. Dlaczego? Często dostawałam w komentarzach wskazówki, żebym pokazywała więcej szwajcarskich marek i kosmetyków. W momencie, gdy spełniłam te prośby, okazało się, że taki post zyskał zerowe zainteresowanie. W dodatku, gdy pokazuje szwajcarskie marki kosmetyczne, zazwyczaj komentarze ograniczają się jedynie do słów: „Nie znam”. Jest to taki swoisty paradoks sytuacji. Nad istnieniem całej serii zastanawiałam się już od dawna i w dalszym ciągu stoi ona pod znakiem zapytania ;)


Spacerowe wpisy to mój pomysł, w którym możemy wspólnie przejść się ulicami danego miasta czy jego zielonej okolicy. W tym zestawieniu znalazły się dwa tego typu wpisy ze zdjęciami: jedno z miasteczka Klosters i z miasta, które zamieszkuję. Do obu można się doczepić! Moja okolica nie należy do najpiękniejszych i nie przypomina „typowej Szwajcarii”. Ja sama nie do końca jestem zadowolona z tej lokalizacji i często narzekam na brak miejsc, do których można byłoby pójść. Ile można w końcu chodzić po lesie? Miasteczko Klosters wygląda pod tym względem o niebo lepiej, jednak cóż to był za wpis... Jakiś przykrótki, mało tekstu, mało zdjęć. No i kto chce oglądać takie słoneczne zdjęcia, gdy za oknem paskudna ulewa. Absolutnie z nim nie trafiłam!



Seria Z archiwum jest stosunkowo młoda. Pojawiły się dopiero 4 części, a ja jeszcze nie wyrobiłam sobie zdania, co do jej kontynuacji. Z jednej strony mamy ranking, w którym aż dwa wpisy pojawiają się na „podium”, z drugiej jednak w komentarzach uważacie ten pomysł za dobry i opinie są bardzo motywujące. Zastrzeżenia w tych postach można mieć naturalnie do zdjęć. Czasy, do których się cofam, nie mogę nawet nazwać moimi początkami z fotografią, bo wtedy absolutnie nie miałam z tym nic wspólnego. Nie miałam dobrego aparatu i uważałam, że zamiast zdjęcia budynku lepiej zrobić je komuś, kto ze mną tam jest. Staram się wybierać te lepsze zdjęcia, ale efekt jest, jaki jest. No i moje życie nie należy do fascynujących, toteż historie jakieś takie O!





Jeśli już tworzyć podsumowanie, to pełną parą! Doskonałym łącznikiem pomiędzy blogiem a moim życiem prywatnym jest Instagram i zdjęcia, które tam publikuję. Z tego względu postanowiłam przejrzeć instagramowe statystyki i przedstawić Wam 5 najlepszych i 5 najgorszych zdjęć z tego samego okresu.

TOP 5 na Instagramie



Bezapelacyjnym zwycięzcą jest tutaj zdjęcie, które nie bez powodu nazwalam „instagramowym”. Jak widać, wpasowało się idealnie w gusta przeglądaczy. Nie mogło obyć się również bez Denka, które także na tym portalu bije rekordy. Podium zamyka pyszne danie obiadowe z niedalekiej restauracji. Tuż za nimi z bardzo niewielkimi różnicami: nasze ślubne zdjęcie z fotoksiążki i najlepsze ciacho na lato.

FLOP 5 na Instagramie


Piątka najgorszych zdjęć nie ma nic wspólnego z idealnym instagramowym życiem. Być może takie zdjęcia się nie sprzedają, ale tak jak mówiłam traktuję to konto jak uchylenie drzwi do mojego prywatnego życia. Już na pierwszym zdjęciu widać, z czym zmagam się na co dzień. W moim regionie zazwyczaj niebo wygląda właśnie tak... Drugie zwycięskie zdjęcie to praca, którą musiałam przynieść do domu, a tego przecież nikt nie lubi (tak tłumaczę sobie tą niewielką ilość lajków ;)). Na Instagramie nie spodobały się również zdjęcia zagranicznych słodkości, którymi były słynne Pocky o smaku zielonej herbaty (paskudnie mdłe) i australijski przysmak: ciasteczka Tim Tam. Zdjęcie jaskini nie wyszło tak jak planowałam.

Co myślicie o takiej formie kwartalnego podsumowania czytelnictwa na blogu? Czy widziałyście wszystkie z zamieszczonych na obu listach posty? Czy któryś z nich jest dla Was zaskoczeniem? Chętnie wysłucham Waszych opinii w komentarzach!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...