czwartek, 5 kwietnia 2018

Mix nowosci - marzec 2018

Zakończył się właśnie marzec, a ja z nadzieją spoglądam na zewnątrz, wypatrując ciepłych dni i nasłuchując śpiewu ptaków. W tym miesiącu mogłam w końcu pozwolić sobie na małe zakupowe szaleństwo. Od kilku miesięcy zużywam dzielnie moje zapasy kosmetyczne i skończyło się to tym, że odkryłam pustki wśród żelów pod prysznic. Wykończyłam również wszystkie odżywki do włosów. Tym samym w marcu poszalałam nieco z nowościami z tych kategorii, co sprawiło mi nie lada radość (Chyba tylko druga kobieta zrozumie kobietę ;)). Poza tym w moje ręce wpadło jeszcze kilka innych rzeczy, które obejrzeć możecie poniżej.

Zapraszam na mix nowości z marca!

Wykończenie wszystkich żeli pod prysznic, jakie miałam w zapasach, mogę nazwać jednym z małych sukcesów. Jeszcze w zeszłym roku miałam ich całą masę i nie było widać ich końca. Będąc w sklepie Radikal, o którym opowiadałam Wam już kiedyś, a który znany jest z bardzo korzystnych cen, wypatrzyłam kolejny żel marki Revlon za jedyne 2,95 fr. Kiedyś używałam już takiej samej butelki o zapachu kokosa, który był tak zniewalający, że marzyłam o wypróbowaniu innych wariantów. Przez długi czas nie widziałam jednak w ogóle tej marki i w końcu w marcu ukazała się moim oczom cała półka zelów pod prysznic o nazwie Zen. Kosmetyk ten wzbogacony jest w ekstrakt z białej herbaty i w zapachu przypomina mi produkty do kąpieli, które używałam jako mała dziewczynka. Sentymentalna podróż czeka.


Zestaw dwóch żeli pod prysznic marki Nivea wypatrzyłam w supermarkecie Coop na promocji. Dwie butelki tego produktu kosztowały mnie 3,90 fr. Całe wieki nie używałam już kosmetyków od Nivea, dlatego zachciało mi się do nich powrócić. Żel Waterlily & Oil ma gęstą konsystencję i bardzo przyjemny, kwiatowy zapach lilli wodnej. Produkt wzbogacony jest o formułe perełek olejku. Jestem bardzo ciekawa doznań, jakie wywoła pod prysznicem.

Wśród produktów do włosów zrobiłam niezły interes. Bo czy można przejść obojętnie obok produktów Johna Friedy, które wystawione są za połowę sklepowej ceny? Ja nie mogłam. W taki sposób przygarnęłam dobrze znaną mi już odżywkę Brilliant Brunette, a także szampon Frizz Ease, z którym również miałam szansę się już poznać. Duet kosztował mnie 11 fr. Produkt Nivea to mój osobisty strzał w kolano. Byłam świecie przekonana, że sięgam po odżywkę do włosów, ale produkty na półce były tak wymieszane, że ostatecznie skończyło się to kupnem szamponu.



W skrzynce znalazłam w marcu list, a w nim saszetkę z kakao od Nesquika. Przyjemny drobiazg na niepewną marcowo-kwietniową pogodę.





























Nadszedł czas na makulaturę. W Szwajcarii zawsze otrzyma się jakieś gratisowe wydania magazynów lub katalogów. Tym samym dostałam gazetę Migusto, w której poza zamieszczonymi na początku rabatami znajduje się mnóstwo przepisów i porad kulinarnych. Zafascynowały mnie zamieszczone w niej zdjęcia potraw, którymi można się zainspirować. W marcu zbierałam naklejki do akcji wielkanocnej przeprowadzanej przez supermarket Migros. Po zdobyciu 20 naklejek można było otrzymać maskotkę wielkanocną. Do wyboru: królik, owca i kurczak. Naklejki powędrowały do córki mojej znajomej. Wraz z gazetką z Ikea zyskaliśmy również bony ważne do maja.



Kilka nowych rzeczy pojawiło się także w mojej szafie. Wśród nich znalazła się bluza, którą widzieliście już na Instagramie. Być może nie wiecie, ale jestem skrytą fanką leniwców. Nie sposób było zatem przejść obojętnie obok takiej części garderoby z idealnie pasującym ostatnio do mojego życia nadrukiem: „Don't hurry, be happy”. Kupiłam także zwykłą czarną koszulkę na krótki rękaw z kolejnym napisem. Obie rzeczy pochodzą z New Yorkera.


























Te urocze, miękkie papucie wypatrzyłam na dziale bieliźnianym w Manorze. Wydały mi się one na tyle śliczne, że bez wahania poszłam z nimi do kasy. Są one nie tylko ciepłe i miękkie, ale też posiadają antypoślizgową podeszwę.






























Przez ponad rok szukałam czarnych talerzy i nie mogłam ich nigdzie znaleźć. Nawet gdy znalazłam coś podobnego, zawsze pojawiało się jakieś „ale”. W końcu jednak wypatrzyłam odpowiednie pod każdym względem naczynia. Nie dość że czarne, to jeszcze kwadratowe! Czegoż chcieć więcej. Jedzenie prezentuje się na nich naprawdę ciekawie i smacznie. W skład zestawu wchodzą duże talerze obiadowe, talerzyki deserowe i miseczki. Takie same talerze trafią również do mojej mamy.




Przedostatni zakup wykonał mój mąż. Natrafił on w jednym ze sklepów na poduszkę w idealnie pasującym odcieniu do naszej sofy. Niestety pozostała tam jedynie ostatnia sztuka. Ogromna szkoda, bo z chęcią przygarnęłabym jeszcze dwie takie poduchy. Z drugiej strony materiał jest w odcieniu jasnoszarym, lecz ten przedstawiony na zdjęciu o wiele lepiej pasuje do naszej kanapy. Za kupnem tej poduszki nie szedł jedynie walor estetyczny, ponieważ jej główną zaletą jest miękkość i przyjemność, jaką odczuwa się podczas leżenia. Poduszka nie ulega odkształceniom. Jest wręcz idealna. Poszewkę można ściągać i nadaje się ona do prania.


Jak na pierwsze dni wiosny przystało w moim domu pojawiły się również żonkile. Kupiłam je jeszcze nierozwinięte, dzięki czemu miałam przyjemność w przyglądaniu się całemu procesowi rozkwitu.


A w Waszych nowościach pojawiły się jakieś iście wiosenne artykuły?

12 komentarzy:

  1. Tak jak już pisałam - bardzo podoba mi się ta bluza z leniwcami. :D Te kapcie też są świetne. Co do zużycia kosmetyków to staram się wykończyć właśnie kilka żeli pod prysznic. Za dużo mi się ich nazbierało. :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieźle udało Wam się dobrać tę poduszkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana swietne zakupy , poduszka bardzo mi sie podoba choc szkoda ze jedna zostala ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubiłam kiedyś te żele z Nivea :) a papcie są urocze, będą jak znalazł na jesień :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To się nazywają prawdziwe zakupy! Świetne te czarne talerze:)
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oh faktycznie zaszalałaś na tych zakupach ! Ja ostatnio kompletne pustki, jeśli chodzi o zakupy i już w kwietniu planuję jakieś większe zakupy ;D
    Szampon Nivea Volume to jeden z moich ulubieńców. Obecnie przeszłam na bardziej naturalną pielęgnację, ale często z powodu braku dostępu do moich naturalnych produktów kupuję ten Nivea i spisuje się świetnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Te kapcie są cudowne :) Uwielbiam mopsy. A co do żeli to rozumiem, że zbierają się szybko i mnożą ja szalone :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubie żele pod prysznic marki Nivea ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na produkty Nivea chętnie bym się skusiła :P

    OdpowiedzUsuń
  10. Dużo ciekawych nowości, ale wszystkie przyćmiewa bluza z leniwcami :) Sama chętnie bym taką przygarnęła! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...