wtorek, 5 grudnia 2017

Blogmas #5: Projekt Denko - listopad 2017: Yves Rocher, La Roche-Posay i w końcu jakieś perfumy!

Zaglądając wraz z końcem miesiąca do mojej denkowej torby, nieco się zdziwiłam. Nawet nie odczułam zużycia tylu kosmetyków w tym miesiącu. Oczywiście zauważyłam wykończenie niektórych produktów, które szczególnie lubiłam – przykładem będzie tutaj serum z La Roche-Posay, ale ogólna ilość była już dla mnie zaskoczeniem. Udane listopadowe denkowanie wiąże się z wprowadzeniem do mojej pielęgnacji kilku nowości i zwiastuje konieczność przygotowania zimowej aktualizacji na blogu.


Zapraszam na przegląd listopadowych zużyć!

Legenda:
Kolor zielony – Kupię ponownie!
Kolor pomarańczowy – Zastanowię się nad kupnem / Kupię w innej wersji zapachowej
Kolor czerwony – Zdecydowanie nie kupię!

1) Żel pod prysznic Le Petit Marseillais Malina i Piwonia

W swoim życiu używałam kilku żeli pod prysznic marki Le Petit Marseillais. Tę dużą, mieszczącą 400 ml produktu butelkę zakupiłam na promocji i po jej zużyciu muszę powiedzieć, że chciałabym nadal mieć kontakt z tą marką, ale w innej wersji zapachowej. Same działanie żelu oceniam pozytywnie. Starczył on na długo, ładnie się pienił i dobrze czyścił. Jego zapach był bardzo słodki za sprawką malinowej nuty. Silnie wyczuwało się w nim także kwiat piwonii. Początkowo nawet mi się on podobał, jednak mniej więcej w połowie butelki zaczął mi bardzo doskwierać i męczyć. Jeśli będę chciała kupić jakiś żel pod prysznic tej marki, to raczej wybrałabym bardziej kremowe wersje np. zapach wanilii, który o tej porze roku chodzi mi zawsze po głowie.

Zawiera pH neutralne dla skóry oraz bazę myjącą pochodzenia roślinnego


2) Żel pod prysznic Yves Rocher Lavandin Blackberry

Lawenda i jeżyna to kolejna wersja zapachowa żeli pod prysznic Yves Rocher, którą wypróbowałam. Ta seria jest dwuzadaniowa i można wykorzystać ją jako żel pod prysznic oraz płyn do kąpieli. Ten produkt zdecydowanie częściej używałam do tego drugiego celu. Nadawał się on idealnie do przyrządzania dużej ilości, długo utrzymującej się piany, a przy tym dawał bardzo pozytywne doznania zapachowe, gdyż jego aromat nie znikał chwilę po kontakcie z wodą. Wręcz przeciwnie – utrzymywał się przez całą kąpiel. Jako żel pod prysznic był również udany. Spełniał wszystkie zadania na dobrą 5! Problemem może być dla kogoś charakterystyczny zapach, w którym mocno wybija się lawenda. Mnie jednak bardzo on odpowiadał.

Produkt nie zawiera parabenów.
Baza myjąca pochodzenia roślinnego.


3) Żel pod prysznic Balea Men Wake Up Call

Żel pod prysznic z serii Wake Up Call zawierający kompleks Hydro-Care miał powodować zastrzyk energii potrzebnej w ciągu dnia. Gdy spytałam mojego męża, jak czuł się po wzięciu prysznica z tym gagatkiem i czy nie przesuszał jego skóry, jego mina była bezbłędna. Czego oczekiwać od faceta: „Mył, więc jest ok”. Dodam tylko, że miał ciekawą, fluorescencyjną barwę, a męski zapach wymieszany był z nutką cytrusów. Pewnie jeszcze się u nas pojawi.


4) Szampon odbudowujący Guhl Tiefen Aufbau

W najbliższym czasie planuję bliżej przyjrzeć się marce szamponów Guhl, dlatego też w moje ręce trafił pierwszy rodzaj: Tiefen Aufbau, co tłumaczyć można jako dogłębna odbudowa. Szampon ten przeznaczony jest do włosów zniszczonych. Ja co prawda nie miałam ostatnio większych problemów, ale odpowiadał mi efekt, który pozostawiał po sobie ten produkt. Włosy były po nim pięknie lśniące, wyglądały na zdrowe i odżywione. Czego chcieć więcej? Jako osoba ze skłonnością do powstawania łupieżu, musiałam zrezygnować z mycia głowy tym szamponem, pozostawiając go jedynie na ich długość. Po zużyciu ponad połowy butelki niestety zauważyłam, że na skórze głowy pojawił się paskudny, tłusty łupież, co było dla mnie sygnałem do działania. Nie chciałam jednak rezygnować z używania tego produktu, gdyż włosy wyglądały po nim nadzwyczaj dobrze. Resztki zużyłam na końcówki i byłam również zadowolona.


5) Serum nawilżające La Roche-Posay Hydraphase Intense

To serum było prezentem świątecznym od mojego męża na zeszłe Święta. Jak widać starczyło mi ono na prawie rok systematycznego używania. Sięgałam po nie najczęściej wieczorami, a moja twarz przyjmowała ten produkt z ogromną radością. Rankiem, po użyciu kosmetyku, moja cera była zawsze promienista i nie zmagałam się przez ten rok ani razu z jakimikolwiek przebarwieniami i zmianami kolorystycznymi na skórze. Miał on również pozytywny wpływ na wszelkie wypryski i niedoskonałości i we współpracy z Effaclar Duo+ uleczał z nich twarz. Byłam bardzo zadowolona z jego używania. Jak dotąd jest to nieliczne serum, po którym widziałam rezultaty działania.

Produkt nie zawiera parabenów.


6) Krem pod oczy Yves Rocher Elixir 7.9

Nakładanie kremu pod oczy należy zdecydowanie do mało lubianych przeze mnie czynności. Co do tego produktu miałam chyba tyle samo zastrzeżeń co pochwał. Bardzo podobał mi się roller, którym można było rozprowadzać krem, pozwalając sobie na masaż tych okolic. Sam krem miał nieco rzadką konsystencję i zdecydowanie zbyt długo się wchłaniał. Nie zauważyłam podczas jego stosowania jakichś specjalnych efektów, więc pozostawię sobie jedynie końcówkę masującą.

Produkt nie zawiera parabenów, olejów mineralnych i silikonów. 
Produkt bezzapachowy.


7) Glinkowa maseczka do twarzy Soraya Clinic Clean

Jest to moje drugie użycie tej maski, a moje wrażenia są równie pozytywne (a może nawet i bardziej). W opakowaniu znajdowała się wystarczająca ilość produktu, by rozprowadzić go na całej twarzy i podbródku. Maska miała kremową, lekko gęstą konsystencję i zielonkawą barwę. Nie sprawiała kłopotów przy aplikacji. Tuż po nałożeniu czułam chłód, lekkie ściągnięcie i odrobinę szczypania w okolicy ust, które jednak szybko ustało. Po 10 minutach zmyłam maskę ciepłą wodą. Było to długotrwałe zajęcie, ale efekty zrekompensowały mi ten czas. Twarz była idealnie oczyszczona, a także zmatowiona na kilka godzin. Koloryt skóry został wyrównany i prezentowała się ona promiennie. Jak najbardziej polecam!


8) Maseczka Peel-Off Balea

Także po raz drugi używałam maseczki peelingującej od Balea. Jej konsystencja nie zachęca do użycia: jest bardzo kleista i przyrównać można ją do wosku do depilacji. Przy jej nakładaniu trzeba wykazać się sporą dawką cierpliwości i nieco się pobrudzić. Maska zaczęła po kilku minutach sztywnieć na twarzy. Przy niezbyt grubej warstwie produktu można było spokojnie zerwać ją w całości z twarzy. Efekt był bardzo zadowalający. Skóra była miękka niczym pupcia niemowlaka.


9) Krem do rąk Dr. Hauschka

Ta marka kojarzy mi się w dużym stopniu z dobrą jakością. Większość ich produktów sprawdziła się u mnie dobrze, więc co do tego kremu miałam również pewne oczekiwania. Niestety wypadł on dość słabo. Kiepsko się wchłaniał i niezbyt ładnie pachniał. Jego działanie było także krótkotrwałe, więc musiałam wielokrotnie w ciągu dnia sięgać po krem.



10) Perfumy Escada Joyful


W przypadku tych perfum mogę odesłać Was do postu, w którym dokładniej je opisywałam (LINK). Przez długi czas był to mój ulubieniec ze względu na delikatny i dziewczęcy zapach. Owocowo-kwiatowy aromat całkiem długo utrzymywał się na ciele. Jeśli miałabym go komuś polecić, to zwłaszcza osobom o romantycznej duszy, bo z taką właśnie odrobiną romantyzmu kojarzy mi się ten kosmetyk. 


11) Płatki kosmetyczne Elkos Maxi-Wattepads i Duo-Wattepads

Markę Elkos znalazłam w niemieckiej Edece i polubiłam się z nią równie mocno jak z moimi ulubionymi płatkami z DM-u. Mają one tą przewagę, że nie muszę specjalnie jeździć po nie na drugą stronę miasta, tylko mogę je wrzucić do koszyka podczas standardowych zakupów. Zarówno waciki o standardowym rozmiarze jak i maxi były świetne. Nie rozwarstwiały się, nie gubiły żadnych niteczek, były miękkie i miłe dla twarzy. Płatki maxi są idealne do zmywania całej twarzy z podkładu, podczas gdy małych używam zazwyczaj do demakijażu oczu.


12) Płyn do płukania jamy ustnej Colgate Plax Cool Mint

Jeśli miałabym zdecydować się jedynie na jedną markę płynów do płukania, to bez wahania postawiłabym na Colgate. Ten płyn również bardzo dobrze się sprawdził. Delikatnie odświeżał oddech. Nie był zbyt silny czy alkoholowy w smaku. Nie powodował żadnych podrażnień ani innych nieprzyjemnych skutków ubocznych. Używałam go codziennie i byłam bardzo zadowolona. Muszę koniecznie poprosić mamę o przywiezienie kolejnej butelki, gdyż w Szwajcarii nie mogę go nigdzie znaleźć (EDIT: Odnalazłam go! Kolejna butelka już zakupiona).


13) Mydło w płynie Fa Coconut Water

Nie ma się co zbyt dużo rozwodzić na temat mydła. Produkt od Fa dobrze domywał ręce i raczył nas ładnym, lekko kokosowym zapachem. Przy tym nie wysuszał dłoni. Na pewno jeszcze go kupię.

Produkt zawiera pH neutralne dla skóry. 



Często denkowane:

14) Szampon przeciwłupieżowy Garnier Fructis Citrus Detox

Ta wersja Garniera to jeden z częściej używanych przeze mnie szamponów. Co prawda wraz z nowszą butelką i podejrzewam „ulepszoną” formułą nie jest on już tak przeciwłupieżowy jak wcześniej. Zauważyłam jednak, że włosy prezentują się po nim nieco lepiej. Nadal powracam do cytrusowego zapachu, który bardzo lubię.



15) Puder matujący Catrice All Matt Plus

Co tu dużo kryć, to mój ulubiony puder. Na co dzień muszę nakładać jakiś matujący produkt, gdyż świecę się potwornie. Ten puder świetnie matuje moją twarz na długie godziny. Przy tym ma praktycznie niewidoczną teksturę, która nie odznacza się na twarzy. Jeśli ktoś szuka produktu, którego pudrowości nie widać gołym okiem, to ten będzie idealny.



16) Pasta Elmex

Standardowa pasta, której używamy na okrągło z małymi przerwami.


Próbki:

-> Hialuronowy krem-sorbet Annemarie Börling Aqua Nature – Próbka kremu od marki, którą opisywałam ostatnio w Leksykonie, sprawdziła się dobrze. Przyjemna konsystencja kosmetyku ładnie rozprowadzała się po skórze i dawała nawilżenie.

-> Krem do rąk Arrow – Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tymi kremami. Używałam ogólnie trzech rodzajów, ale ten spodobał mi się najbardziej. Miał najłagodniejszy zapach, a przy tym natychmiastowo się wchłaniał. Dla mnie super!


-> Suplementy diety: multiwitamina 


Czy znacie te kosmetyki?


15 komentarzy:

  1. Ja również nie byłam zadowolona z tego kremu do rąk Dr. Hauschka :/
    Post bardzo fajny! :)


    www.nozi-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. to się nazywa duże denko, ja nawet takich postów nie robię, bo idzie mi to strasznie opornie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Skąd ja znam to recenzowanie żeli pod prysznic przez faceta :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem pod wrażeniem wydajności tego serum! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ile cudowności! :)
    Osobiscie żel miałam w rączkach i go uwielbiam!
    Pozdrawiam
    FotoHart

    OdpowiedzUsuń
  6. To się nazywa prawdziwe denko!
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tych kosmetyków miałam tylko Elmex i też bardzo lubię. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba wypróbuje ten Żel pod prysznic Yves Rocher Lavandin Blackberry, podejżewam, że pachnie nie ziemsko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. ile nowości<3 jestem bardzo ciekaw jak się spadzi hialuronowy krem-sorbet;))

    OdpowiedzUsuń
  10. Uwielbiam Le Petit Marseillais ❤ Te żele pachną tak obłędnie, że mogłabym się nimi myć i myć. Pasty Elmex również używam w miarę regularnie. Część pozostałych produktów kojarzę, ale nie używałam. Będę teraz polować na tę maseczkę z Balea, bo zdecydowanie lubię tę firmę i ich ceny :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam tylko puder z Rimmel ;) Kiedyś używałam namiętnie i bardzo sobie go chwaliłam. Teraz przerzuciłam się na Fixing Powder z Wibo i Bell HD ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Duże denko! :) Miałam tylko żel lawendowo-jeżynowy Yves Rocher i Elmex. ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sporo zużyłaś, nic z Twojego denka jeszcze nie miałam ;(

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...