poniedziałek, 4 grudnia 2017

Blogmas #4: Intensywny weekend i kontrowersyjny temat używanych rzeczy.

Prowadzenie serii Blogmas nie może odbywać się bez opisu tego, co na bieżąco się u mnie dzieje. Dzisiaj chciałabym zatem nieco przybliżyć Wam, co działo się u mnie przez weekend. Jak zwykle był on dla mnie dość intensywny i w duszy dziękowałam sobie, że kilka postów udało mi się przygotować z wyprzedzeniem na zapas i nie musiałam martwic się, że jakiś nie ukaże się o czasie.

Jak minął mi pierwszy adwentowy weekend?


Sobota to dzień, który standardowo spędzam w zupełności w pracy. Czasem zdarza się nawet, że muszę zabrać jej część do domu, ale całe szczęście tym razem tak nie było. Co więcej: udało mi się nawet wyjść wcześniej, tuż po tym, jak uporałam się z 9 stronami zamówienia. Muszę Wam przyznać, że organizacja zamówień, jak i reszta papierkowej biurokracji, którą trzeba wykonać minimum raz w tygodniu należy do bardziej lubianych przeze mnie zadań.

Sobota należy również do dni, w których wybieramy się na cotygodniowe zakupy spożywcze. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie sytuacji, w której miałabym wychodzić kilka razy w tygodniu do marketu w celu „kupienia czegoś na obiad”. Najczęściej mam zatem gotowy plan na posiłki na najbliższy tydzień oraz ilość niezbędników, które zawsze są w domu (typu chleb, śmietana i jajka) i z taką listą wybieram się z mężem na większe zakupy właśnie w sobotę. Tym razem wystąpił jednak kolejny wyjątek i zakupów nie robiliśmy wcale. Wszystko to dlatego, że już we wtorek jedziemy do Niemiec na ostatnie przedświąteczne zakupy. W przygranicznej Edece jest półka z polskimi produktami, w niedalekiej odległości również sklep rosyjski, gdzie także takowe się znajdują, więc mogę dostać tam większość artykułów, których nie kupię w Szwajcarii. Jeśli będziecie ciekawe, to w formie jednego z blogmasowych postów mogę przygotować taki food-haul z przedświątecznym jedzeniem. Co Wy na to?




Sobotni wieczór spędziłam w całości na Skypie i rozmowie z rodziną. Było sporo żartów, śmiechu i czas zleciał nam nieubłaganie. Jak nigdy położyłam się spać dopiero po północy, czego żałowałam następnego dnia rano...

Niedziela zapowiadała się od dawna dość intensywnie, a wszystko to z powodu tematycznego targu, który odbywał się w Buchs. Od dobrych 3 lat w pierwszą niedzielę grudnia wybieramy się na świąteczny Flohmarkt w tej miejscowości. Teraz ręka do góry wszyscy Ci, którzy uwielbiają starocie i oryginalne bibeloty! Obecnie panuje wszelkie uwielbienie dla białych, sterylnych wnętrz, gdzie panuje absolutny minimalizm. Przeglądając chociażby zdjęcia na Instagramie widzi się na nich niestety fotografie, które są ładne, estetyczne, ale też nie wyróżniają się niczym szczególnych, gdyż są wręcz identyczne. Podobne rzeczy, które akurat są na czasie czy sam wystrój wnętrza – momentami czuję się, jak gdybym oglądała obrazy na zasadzie Kopiuj-Wklej.

Jakie jest moje zdanie na ten temat? W kwestii zdjęć faktycznie dobrze się to ogląda, ale czy byłabym w stanie żyć we wnętrzu, któremu bliżej do szpitalnej sali? Mniej więcej tak wyglądają dla mnie pomieszczenia, gdzie wszystko wystylizowane zostało na biało. Raczej daleko mi do twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Niechętnie posiadam rzeczy, które mają wszyscy. Lubię oryginały i między innymi dlatego co jakiś czas wybieram się targi rzeczy używanych bądź do miejsc o nazwie Brocki, gdzie również znaleźć można tego typu artykuły. Osobiście nie widzę w tym nic złego, ale temat jest dość kontrowersyjny.




Przypadkowo natrafiłam ostatnio na dyskusję, która wywiązała się pod jednym z pytań na grupie Polaków w Szwajcarii. Dziewczyna szukała identycznego jak na załączonym zdjęciu fotela, a ktoś poradził jej szukać właśnie w Brocki i antykwariatach. To wystarczyło, by wywołać prawdziwą burze pod tytułem: Rzeczy używane są złe! „Jak można kupować używane rzeczy?” „Jak można w ogóle stanąć obok takiego przedmiotu?!” Absolutnie nie mam z tym problemu. Prosty przykład: Czy w normalnym sklepie znalazłabym taki okaz jak poniższy globus? Nie sądzę! A w dodatku za cenę 11,90 fr byłoby to zupełnie niemożliwe. A tym samym mam go! Jest cudowny, oryginalny i mój! Każdy, kto go widzi, od razu zwraca na niego uwagę i pyta mnie, gdzie można coś takiego kupić.


Inną kwestia są szwajcarskie ceny. Nie od dziś wiadomo, że w tym kraju jest drogo, a ja nie lubię płacić za rzeczy, których cena jest przesadzona. Papier do prezentów za 6 fr? To dla mnie absolutna przesada. Jadę zatem na pchli targ i widzę stoiska nie tylko z używanymi rzeczami, ale także wyprzedaże magazynowe sklepów i tym prostym sposobem zgarniam piękny, tłoczony haftem papier, kosztujący mnie raptem 1 fr. Gdybym była uprzedzona do takich miejsc, nigdy nie trafiłabym na taką okazję.


Uwielbiam drewno i wszelkie nieobrobione, drewniane przedmioty. Ciężko jest jednak szukać takich w sklepach, a jeśli już się znajdzie, to kosztują krocie. Targi to zatem doskonały moment, by wypatrzeć coś do drewnianego wnętrza. Bez wahania przystałam na cenę 5 fr za poniższy kawałek drewna, na którego wykorzystanie już mam pomysł.



W okresie świątecznym ceny ozdób i bombek są w moim odczuciu za mocno podwyższane. W końcu to przedmioty, które używa się raptem przez 2 tygodnie w roku. Dlaczego miałabym zatem wydawać na nie 30 fr? W żaden sposób nie zaszkodzę sobie, kupując je od kogoś, kto w zeszłym roku miał je na choince! To wręcz identyczna sytuacja, jak gdyby otrzymać je od babci, mamy czy cioci. Z tą różnicą, że za bombę płaci się kilka rappów.


W ostatnim czasie mam fazę na krajobrazowe puzzle od 1000 elementów. Nie wiem jednak, jak długo będzie mnie to bawić. Kupując jedno opakowanie za cenę rozpoczynającą się od 25 fr, czułabym ogromną stratę. Na kilku targach, które ostatnio odwiedziłam udało mi się zdobyć 4 pudełka w cenie 4 i 6 fr. Oczywiście wszystkie kompletne, bo szwajcarska duma nie pozwala sprzedawać wybrakowanych produktów. 


Oczywiście są rzeczy, których nie byłabym w stanie kupić, a wielokrotnie spotykałam się z nimi na pchlich targach. Nie zdecydowałabym się nigdy na zakup butów, bielizny, czapek – rzeczy bardzo osobistych, które w moim odczuciu nie nadają się do odsprzedania po założeniu. Otwarte kosmetyki to dla mnie również towar, który raczej nadaje się do wyrzucenia.


A co Wy sądzicie o używanych rzeczach? Czy kupujecie takie rzeczy?

11 komentarzy:

  1. Intensywny weekend! Nie mam nic przeciwko używanym rzeczom, zwłaszcza, że tak jak piszesz, po co przepłacać za coś, co można kupić równie świetnej jakości, ale taniej...
    pozdrawiam serdecznie z nad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlatego kochana nie ma mnie na takich grupach ;) ludzie glupoty gadaja niby tacy fancy, oj wstyd mi czasem za Polonie tutaj :( A z innej beczki, gdzie jezdzicie na zakupy do DE? Szukam polskiego twarogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tez wypisalam sie z wiekszosci, zostaly mi moze dwie, ale z wylaczonymi powiadomieniami i zupelnie przypadkowo dotarlam do takiego pytania. My mamy najblizej do Waldshut.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mam nic przeciw kupowaniu rzeczy używanych, oczywiście poza osobistymi. Miałam też czas układania puzzli, ale to już poza mną. * Zdrowieję i dziękuję za życzenia tego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja czasami kupuję w SH, a więć używane rzeczy i nie widzę w tym nic złego;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja lubię starszą biżuterię, bo bywa oryginalna :). Sporo na targach uzbierałam pięknych mini-broszek. Kiedyś je lubiłam nosić ;).

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem wielką miłośniczką recyklingu.Lata temu pracując w Niemczech odwiedzałam szpermile i przywoziłam do domu piękne bibeloty, torebki, swetry.Teraz jestem we Włoszech gdzie pchle targi mają wielką tradycję.
    Kupowanie używanego ma dwie zalety :oszczędzanie kasy i dawanie drugiego życia przedmiotom.

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne nowości! <3
    jeśli chodzi o rzeczy używane to naprawdę zależy. Nie lubię używanych kanap czy foteli ze względu na higienę osobistą. haha jakoś nie mogę się rozluźnić, gdy nie znam historii mojego fotela czy materaca ;D Jeśli chodzi o fajne ozdoby i dekoracje jestem za. Dlaczego by nie dać drugiego życia starszym przedmiotom ? ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też niezbyt dobrze czuję się w całych bialych pomieszczeniach. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja nie mam nic przeciwko używanym rzeczą, sama nieraz kupuje starocie, u nas to bardzo popularne i mamy mnóstwo takich sklepów gdzie mozna dostac uzywane rzeczy, większość z tych rzeczy mnie w ogole nie interesuje ale można znaleść super perełki. Super intersujacy post. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnie fascynują takie białe wnętrza, ale sama nie wiem jakbym się w nich czuła. Nie lubię też takiego przepychu, w którym znowu dobrze czuje się moja rodzina i często się o to sprzeczamy. Ja chcę coś wyrzucić, oni zostawić. Chciałam sprzedać moją kolekcję słoni, którą kiedyś przez laty gromadziłam,no ale wywołało to taki krzyk, że nadal wszystkie stoją w moim rodzinnym domu...
    Globus cudowny! Robi wrażenie.
    Co do używanych rzeczy to nie widzę żadnych przeciwwskazań jeśli nie są to właśnie buty, bielizna, czapki i inne osobiste rzeczy. Kilkukrotnie kupowałam używane torebki, które później robiły furorę czy przedmioty typu świeczniki, tace, kubki, meble no i książki.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że przyczyniasz się do istnienia tego bloga! ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...