wtorek, 19 września 2017

Jak zorganizować wyjazd?

Nie ma co ukrywać. Jestem osobą bardzo zorganizowaną i wszelkie spontaniczne akcje zazwyczaj kończą się u mnie fiaskiem. Nic więc dziwnego, że każdy wyjazd planuję z uwzględnieniem najmniejszego szczegółu. Obecnie ilość naszych wyjazdów nie będzie już tak duża. Mój mąż jest właśnie w trakcie pracy dyplomowej, na czym skupi się przez najbliższe miesiące, a ja niezbyt chętnie podróżuję samotnie. W moim 26-letnim życiu zorganizowałam jednak sporo naszych wyjazdów, dlatego też chciałabym sprzedać Wam kilka moich rad, które przydadzą się zwłaszcza podczas wycieczek zagranicznych.

Zapraszam do lektury!


Wybór miejsca

Oczywiście podstawowym rozpoczęciem każdej wyprawy musi być wybór miejsca, w które chcemy się udać, a także sposób dotarcia do tego zakątka świata. W naszym przypadku najczęściej wybór ten pada na nasze własne auto, co ma dla nas dodatkową zaletę. Podróżowanie samochodem daje nam nie tylko niezależność, ale także możliwość zobaczenia większej ilości miejsc. Wyznaczając trasę do celu naszej podróży, zawsze orientujemy się, czy na tym odcinku drogi nie znajdują się warte zobaczenia obiekty. Jeśli trasa jest długa, w tych miejscach robimy przystanki na odpoczynek, posilenie się i wyprostowanie kończyn.


Lektura fachowa i relacje

Znając już konkretne miejsce bądź miasto, lubię zgłębić jego historię, dowiedzieć się czegoś więcej niż tylko obejrzenie kilku zdjęć podsuniętych przez Wujka Google. Mam kilka książek podróżniczych, do których sięgam przed każdą wyprawą. Pomocne są w takim przypadku także strony internetowe miast, skupiające się na ich turystyce. Koniecznie szukam również relacji na blogach, które mogą stanowić prawdziwą skarbnicę wiedzy. O ile przewodniki nie przekazują dla mnie wiarygodnych informacji, to już na blogu przeczytamy o naprzykrzających się tabunach czarnoskórych wciskaczy badziewia. Miejsca opisywane w przewodnikach są najczęściej bardzo zatłoczone i odwiedzane przez wszystkich turystów, a na blogach często wynaleźć można różne, małopopularne, lecz piękne miejsca, co czyni je w moich oczach lepszym źródłem informacji.

Rozmieszczenie miejsc na mapie

Przeglądając powyższe źródła informacji, wypisuję sobie zawsze miejsca, które mnie zainteresowały. Następnym etapem mojego planowania jest umieszczeniu tych punktów na mapie. Daje mi to ogólny podgląd, jak daleko oddalone są od siebie pojedyncze cele podróży i kształtuje się tym samym zalążek naszej trasy. Ważnym aspektem, który trzeba tutaj uwzględnić jest długość naszej wycieczki (o ile jesteśmy ograniczeni czasowo) oraz środek poruszania się pomiędzy punktami. Jeśli dane miasto chcemy zwiedzić w kilka dni można podzielić trasę na kilka części w taki sposób, by każdego dnia odwiedzić inną część miasta i nie pokonywać dodatkowych kilometrów na chaotyczne zwiedzanie. Warto jest zastanowić się nad opcją zwiedzania na pieszo, którą my osobiście preferujemy. Nie dla nas zwiedzanie miasta zza szyby autobusu. By poczuć prawdziwą atmosferę, obcować z ludźmi mieszkającymi w danym kraju, czy chociażby odnaleźć te mniej turystyczne zakątki, idealnym transportem są właśnie nasze nogi.


Sporządzenie map

Nieważne czy w wersji elektronicznej czy papierowej – nigdy nie wyjeżdżam bez map. Należę do tych osób, które o wiele chętniej obcują z papierem niż elektroniką, toteż zawsze szukam opcji zdobycia mapy celu naszej podróży (czasem strony internetowe miast bądź regionów oferują darmowe egzemplarze wraz z wysyłką. Często spotkałam się z tą ofertą w przypadku miast niemieckich). Mając już mapę w ręku, nanoszę na nią punkty naszej wycieczki, koniecznie opisane numerkami. Jeśli taka opcja nie jest dla mnie dostępna, muszę wykonać mapę samemu i niestety do tej pory nie znalazłam innego rozwiązania jak tylko mapy Google. Mówię niestety, ponieważ na jednej mapie nie można obecnie umieścić więcej niż 10 punktów, co bardzo ogranicza i przez to trzeba dzielić mapę na części... Ale lepsze to niż nic! Mapy stworzone w ten sposób następnie drukuję i umieszczam w koszulkach foliowych – jest to przydatne zwłaszcza podczas niepewnej, deszczowej pogody.


 Opisanie map

Każdy zaznaczony wcześniej numerkiem punkt na mapie opisuję następnie na osobnej kartce. Zawiera ona listę numerków wraz z nazwą miejsca oraz jego adresem. Zawsze dopisuję również takie informacje jak: cena biletu wstępu czy godziny otwarcia. Ceny służą mi orientacyjnie do zaplanowania budżetu podróży a godziny otwarcia przydają się, gdy okazuje się, że pokonywanie trasy idzie nam o wiele szybciej niż zakładaliśmy bądź odwrotnie. Jeśli w głowie świta mi myśl, że może być problem z odnalezieniem jakiegoś miejsca tworzę przy nim dopiski, np. w jaką konkretnie ulicę skręcić bądź jakiego budynku szukać.

Polak głodny, Polak zły

To przysłowie doskonale opisuje mnie, a żeby wyjazd nie zamienił się w piekło, zawsze odszukuję możliwości zaspokojenia głodu. Na naszej trasie zaznaczam dodatkowo polecane restauracje z lokalnymi przysmakami czy po prostu markety. Tu najbardziej przydaje się kolejny element mojego planowania, jakim jest mały notesik z podstawowym słownictwem w języku kraju, do którego jedziemy.



 Pieniądze rządzą światem

Jedną z najważniejszych kwestii jest jednak zdobycie miejscowej waluty. Nigdy (!) nie korzystamy z opcji płacenia w obcej walucie niż miejscowa, bo zazwyczaj zupełnie się to nie opłaca. Lepiej jest zatem wcześniej zorientować się czy w naszym kraju jesteśmy w stanie wymienić pieniądze po korzystnym kursie (z wszechobecnym euro nie ma żadnego problemu). Jeśli jednak takiej możliwości nie ma (np. my w Szwajcarii nie mamy możliwości wymiany franków na korony czeskie, a do Czech od czasu do czasu jeździmy), to należy wyszukać miejsca wymiany waluty już w celu naszej podróży. Należy tu raczej omijać miejsca typowo turystyczne, gdyż istnieje 98% szans na bardzo niekorzystny kurs.



By nie zabrakło nam gotówki, ale też by nie zabierać jej zbyt dużo, staram się stworzyć orientacyjny budżet. Uwzględniam w nim koszt dojazdu i powrotu, ewentualne opłaty drogowe i paliwo, cenę noclegu i parkingu, posiłków, biletów wstępu, pamiątek itp. Do wyliczonej ceny dodaje zazwyczaj około 20-30 euro na nieprzewidziane wydatki. Wszystko to po to, by 3-dniowy wyjazd nie zrujnował nas, ale byśmy także nie musieli odmówić sobie rzeczy, na której nam zależy.

Nocleg

Nocleg to już kwestia bardzo indywidualna. Mogę tylko powiedzieć, że my należymy do osób, które lubią prywatność i nie decydujemy się na miejsca, w których wiele osób zajmuje jeden pokój. Naszym absolutnym minimum jest łóżko i łazienka dostępna tylko dla nas. Nie zawsze decydujemy się na opcję wynajęcia pokoju ze śniadaniem (zwłaszcza jeśli wiemy, że wyruszymy wczesnym rankiem, a po drodze na pewno uda nam się coś kupić). Ważna jest dla nas z kolei lokalizacja. Nie musi to być ścisłe centrum, jednak jest to jak najbardziej mile widziane. Pokoje najczęściej wyszukujemy poprzez internetowe porównywarki cen.



 Gdy zostanie nam czas...

to z pewnością nie chcemy go zmarnować! Bywa czasem tak, że na zwiedzanie przeznaczymy zbyt dużo czasu niż w rzeczywistości nam to zajmie. Z tego też powodu zawsze mam listę rezerwową miejsc: czasem znajdują się one poza miastem czy już w drodze powrotnej do domu.

Aplikacje

Jeśli mimo tak dobrego zorganizowania pojawią się problemy, zawsze mam przy sobie telefon, a w nim aplikacje MAPS.ME. Przed wyjazdem ściągam mapy regionu, do którego się wybieramy. Ta aplikacja jest o tyle fajna, że działa także offline, co jest bardzo przydatne w przypadku zabłądzenia.



Dzięki takiemu zorganizowaniu mamy poczucie, że każdy wyjazd został wyciśnięty do ostatniej kropli.

A jak Wy planujecie wyjazdy? Zajmujecie się tym sami czy chętniej korzystacie z pośrednictwa innych osób? A może Wasze wyjazdy są zazwyczaj spontaniczne?

sobota, 16 września 2017

Mój plan pielęgnacyjny - jesień 2017

Okres letni dobiegł końca, a ja pomyślałam, że to dobry czas, by podsumować moje założenia w kwestii pielęgnacji. Trzy miesiące temu pojawił się post, w którym podzieliłam się z Wami moim planem pielęgnacyjnym na najbliższe tygodnie (wpis dostępny jest >>TUTAJ<<). Wejście w zimniejszy okres roku zachęciło mnie do stworzenia małego podsumowania, jak w praktyce sprawdziły się moje założenia. Postanowiłam również wyznaczyć sobie nowy plan na następne 3 miesiące.

Jak wygląda mój plan pielęgnacji na najbliższy czas? Dowiecie się z tego postu!

Demakijaż twarzy

W poprzednim planie w tej kwestii dominowały produkty Bourjois Paris. Biorąc pod uwagę, że w czasie letnim prawie w ogóle rezygnowałam z makijażu, zużyłam zaledwie jedno opakowanie wody micelarnej wspomnianej marki.

Obecnie nie zamierzam sięgać po żaden inny produkt do demakijażu. Woda micelarna króluje u mnie już od wielu miesięcy, a na jesień mam przygotowane kolejne dwie butelki. Przedstawiane w tamtym poście mleczko do demakijażu nadal będzie służyć mi jako produkt do czyszczenia pędzli.


Po bardzo nieprzyjemnych doświadczeniach z żelem do mycia twarzy marki Barwa Siarkowa zdecydowałam się na powrót do sprawdzonego produktu. Iwostin Purritin już po kilku użyciach ulżył moim cierpieniom, a że tym razem używam pełnowymiarowego opakowania (150 ml) to na pewno pozostanie ze mną przez całą jesień.

Paskudnego toniku z I am, którego pokazywałam w poprzednim wpisie, pozbyłam się, nie zużywając do końca. Jego następcą stał się tonik Evrée w wersji różanej. Do dziś zdążyłam już zużyć połowę butelki i mogę ocenić go wysoko. Niestety nie jestem fanką zapachu róż w kosmetykach i na dłuższą metę nieco mnie on męczy. Wody termalnej z La Roche-Posay zostały mi jeszcze resztki, a przez ostatnie tygodnie używam jej w formie toniku właśnie. Z pewnością pojawi się ona we wrześniowej odsłonie Projektu Denko.


Pielęgnacja twarzy

Po oczyszczeniu twarzy nakładam na nią najczęściej serum. Wraz z końcem lata pożegnałam się z serum z Tołpy, które w moim przypadku zupełnie nie działało. Na jego miejscu pojawił się koncentrat marki Yves Rocher Sensitive Végétal. Produkt o lekkiej, kremowej, szybko wchłaniającej się konsystencji zamierzam nakładać na twarz codziennie rano przed zastosowaniem kremu. Jest to mój pielęgnacyjny test na najbliższy okres. Wieczorem stawiam najczęściej na sprawdzony produkt, a jest nim nadal serum La Roche-Posay Hydraphase Intense, po którym moja twarz wygląda o poranku bardzo korzystnie.


Nowością w mojej pielęgnacji jest krem matujący Alverde o boskim zapachu limonki i jabłka. Przeznaczony jest on co prawda do cery normalnej i mieszanej, ale pierwszy kontakt z nim mogę już dziś nazwać udanym. Na noc w dalszym ciągu używam kremu z pestkami winogron z Ziaji, którego jeszcze trochę mi zostało. Dodatkiem w tej kategorii jest produkt od Vichy. Dość popularna ostatnio seria Slow Age trafiła również w moje ręce. Kosmetyk opóźniający pojawianie się oznak starzenia od razu podbił moje serce. Już dawno nie używałam produktu, który nadawałby mojej twarzy tak promienny wygląd. Oczywiście w przypadku gorszych dni nie może obejść się bez Effaclaru Duo+.


Kremu pod oczy jak i maski chłodzącej nie udało mi się zużyć. Myślę, że przynajmniej z jednym produktem z tego grona rozstanę się bez wykańczania.

Peelingi

W kwestii peelingowania niewiele się u mnie zmieniło. Do twarzy nadal używam dermatologicznego peelingu marki Lubex, z którym nieco bardziej się polubiłam i o wiele częściej po niego sięgam. Peeling do ciała to również marka Joanna – tym razem jest to jednak zapach grejpfrutowy, który jest jednocześnie ostatnim w moich zapasach.


Higiena i pielęgnacja ciała

Żele pod prysznic, po które ostatnio sięgam są bardzo wydajne i mogę się cieszyć ich działaniem przez dłuższy czas. Tak jest między innymi z obecnym żelem myjącym z Nivea. Zapach jagód acai kiedyś używałam bardzo często, później o nim zapomniałam, obecnie jest to wielki powrót tych produktów do mojej łazienki. Jako że tę dużą butelkę zużyję pewnie w przeciągu kilku następnych dni, a wspomnienie lata jest jeszcze całkiem żywe, to jego następcą będzie żel La Petit Marseillais o zapachu piwonii.

Niezmiennie używam emulsji do higieny intymnej AA Intymna. Obecne opakowanie wersji Sensitive zbliża się ku końcowi, lecz nie stanowi to żadnego problemu - mam jeszcze spory zapas.


W ciągu lata zużyłam 3 z 4 zakładanych balsamów do ciała, co uważam za spore osiągniecie, zwłaszcza że nie przepadam za nakładaniem na ciało kremów o tej porze roku. O dziwo wraz z przyjściem chłodniejszych dni ochota na balsamowanie zupełnie mi przeszła. Obecnie otwarty został przeze mnie jedynie jeden produkt: Biolaven Organic, który po kilku pierwszych użyciach jakoś mnie nie przekonał i przeszkadza mi jego brak wchłanialności. Zobaczymy, jak dalej potoczą się jego losy.

Udało mi się zużyć 2 kremy do rąk: Vianek oraz Balea, które towarzyszyły mi już od dłuższego czasu, w ich miejsce pojawiła się kolejna testowana nowość. Tym razem jest to produkt marki Dr. Haushka, o którym póki co mogę jedynie powiedzieć, że bardzo specyficznie pachnie.


Do pielęgnacji stóp zamierzam nadal używać kremu Garnier Intensywna Pielęgnacja w czerwonym opakowaniu, który mogę spokojnie nazwać jednym z moich klasyków pielęgnacyjnych.

Pielęgnacja włosów

W sierpniu w dużym stopniu skupiłam się na intensywnej pielęgnacji włosów. Nie wiem, czy wrzesień oraz następne miesiące pozwolą mi czasowo na tak dokładne zajęcie się moimi coraz dłuższymi piórami. Z moich wyliczeń wynika jednak, że kilka produktów powinno bez wątpienia zostać zużytych. Przede wszystkim będą to szampony. Po zużyciu resztek H&S o zapachu cytrusowym chciałabym wypróbować zestaw Garnier Ultra Doux z żurawiną. Mam z tej serii szampon i odżywkę, a że nigdy jeszcze nie próbowałam tej serii, to jestem jej niezmiernie ciekawa. W pogotowiu mam również przeciwłupieżowy szampon z Isany, gdyby wcześniej wspomniana przygoda niedobrze się zakończyła.


W kwestii odżywek i masek do włosów: została mi jeszcze miniaturka Johna Friedy, którą zamierzam niedługo zdenkować. Przez najbliższe 5 lat będę pewnie zużywać ogromnej wielkości maskę mleczną z Kallosa. Postanowiłam zatroszczyć się o moje końcówki (profilaktycznie, bo pomimo zwiększającej się długości mają się one bardzo dobrze) i nakładać na nie systematycznie olejek arganowy. W moich maseczkach zapodziała się również maska do włosów z Douglasa, którą także chętnie wypróbuję.


Inne

W najbliższym czasie chciałabym także zużyć próbki marki Annemarie Börling, które otrzymałam. Jeśli mi się to uda, to w przyszłym miesiącu opiszę tę firmę kosmetyczną w Leksykonie kosmetycznym. W moim planie nie uwzględniam maseczek do twarzy, bo te zużywam wedle mojego „widzimisię” i potrzeb mojej skóry w danej chwili.


W porównaniu z ostatnim planem pielęgnacyjnym zużyłam 60% założonych produktów w całości. W przypadku 7 z 12 niezużytych kosmetyków: były one stosowane systematycznie, jednak są one na tyle wydajne, że jeszcze mi posłużą.

Czy znacie produkty, których używam? Co myślicie o moim planie? Czy Wy również planujecie swoją pielęgnację?

czwartek, 14 września 2017

Coś pysznego - Rogaliki

Ostatnio często pojawiają się u nas domowe wypieki, wśród których dominują różne bułeczki i rogaliki. Takie śniadanko to zdecydowanie najlepsze, co można sobie sprawić na przyjemne rozpoczęcie dnia. Dziś chciałabym się podzielić z Wami sprawdzonym przepisem na słodkie rogaliki. Z racji braku maku zrobiłam je z sezamem i cukrem, jednak to czym je udekorujecie, zależy tylko od Waszych preferencji.


Domowe rogaliki 


Skladniki:

250 g mąki pszennej
szczypta soli
1 żółtko
100 ml mleka
3 łyżki masła
10 g świeżych drożdży
30 g białego cukru

1 białko
2 łyżki mleka
mak/sezam



Wykonanie:

W małym garnuszku podgrzać mleko z cukrem. Zestawić z ognia i dodać masło – mieszać do rozpuszczenia.
Tą mieszanką (ciepłą, nie gorącą!) zalać rozkruszone drożdże. Całość wymieszać i odstawić pod przykryciem na 15 minut.

Do miski przesiać mąkę, wymieszać ją z solą. Zrobić dołek po środku, dodać żółtko, a następnie zaczyn z drożdży.
Zagnieść ciasto za pomocą rąk lub miksera. Ciasto powinno wyjść gładkie i elastyczne.

Ciasto przełożyć do miski i odstawić na 60 minut.



Po tym czasie ciasto zagnieść ponownie. Rozwałkować je na kształt koła i pokroić na trójkąty (jak pizze).

Pojedyncze kawałki zawijać w kierunku od dłuższego boku, tworząc rogaliki. Gotowe rogale ułożyć na wyłożonej papierem do pieczenia blasze. Przykryć ściereczką i odstawić na 30 minut.

Białko roztrzepać z mlekiem – taką mieszanką posmarować wierzch rogalików. Posypać makiem lub sezamem.

Wstawić do piekarnika i piec przez 20 minut w temp. 180 stopni. 



wtorek, 12 września 2017

Perfekcyjny kącik nieperfekcyjnej Pani Domu - Organizacja lodówki

Dzisiejszy post przygotowywałam z myślą o wszystkich kobietach, które na swych barkach mają obowiązki domowe. Wydaje mi się, że większość wiedzy z dziedziny kuchennej, jak i trików, które zastosować można w kuchni wynosimy najczęściej z domu. O ile jednak mama czy babcia dzielą się chętnie poradami, jak przygotować idealny biszkopt czy z łatwością ubić pianę z białek, to czy w Waszych domach pojawił się kiedykolwiek temat prawidłowego przechowywania produktów w lodówce? Być może niewiele z Was wie, że na początku przyjazdu do Szwajcarii przeszłam dwuletni okres nauki i kursów, dzięki którym dzisiaj mogę sprzedać Wam kilka rad w tym wydawałoby się błahym temacie.

Zapraszam na post!




Zamrażarka

Niewątpliwie najłatwiejszym elementem organizacji naszej lodówki jest zamrażarka. To miejsce ustawione powinno być na temperaturę -18 stopni (lub niższą). Oczywiście w zamrażalce należy przechowywać produkty, które zakupione zostały w tej właśnie formie. Raz rozmrożonych artykułów spożywczych nie należy ponownie zamrażać. Powinno się je przygotować i zjeść natychmiast po rozmrożeniu. Lody, mrożonki, mięso – to produkty, które najczęściej znajdują się w tej przegródce. Mrożeniu można poddać również przygotowane, domowe sosy czy wypieki – warto jednak pamiętać, żeby spożyć je w przeciągu 3 miesięcy. Jeśli nasza zamrażarka nie jest zbyt pojemna, można zrezygnować z zamrażania całych opakowań. Ja używam woreczków przeznaczonych do mrożenia, do których wkładam żywność (koniecznie oznaczam je datą). Ważną regułą przy wykładaniu produktów jest ich ścisłe, ciasne ułożenie, które usprawni pracę lodówki.




























Chleb należy do produktów, które można z łatwością zamrozić, jednak nie nadaje się on do przechowywania na niższych partiach lodówki, gdzie szybciej czerstwieje.

Górna półka

Najwyższa półka w lodówce ma około 8 stopni Celsjusza. Jest to idealna temperatura do przechowywania serów oraz resztek z obiadu. Warto pamiętać, by te produkty zawsze przechowywać w pojemnikach na żywność lub przykryte folią spożywczą, gdyż ich zapach z łatwością rozniesie się po całej lodówce.

Środkowa półka

Temperatura na środkowej półce sięga zazwyczaj 5 stopni Celsjusza, co czyni ją idealną do przechowywania nabiału i produktów mlecznych. W tym miejscu postawić możesz jogurty, twaróg itp.

Dolna półka

W szwajcarskich lodówkach zazwyczaj ostatnia półka jako jedyna położona jest na szklanej płycie, co czyni to miejsce najchłodniejszym. Przy temp. 2 stopni można przechowywać na niej produkty, które łatwo ulegają popsuciu. Dobrym przykładem jest tutaj surowe mięso i ryby.



 Komory

W dolnych komorach najlepiej jest przechowywać warzywa i owoce. Jeśli w lodówce są dwie komory, warto przeznaczyć jedną z nich na owoce, a drugą na warzywa. Nie należy również trzymać razem warzyw koloru czerwonego i zielonego.

* Istnieją warzywa i owoce, których nie należy trzymać w lodówce. Należą do nich: owoce cytrusowe i tropikalne, owoce śródziemnomorskie, ziemniaki.



* Warto również zaznaczyć, że niektóre warzywa i owoce wydzielają etylen – hormon, który stymuluje dojrzewanie, inne z kolei są szczególnie wrażliwe na jego działanie. Skutkiem przechowywania warzyw i owoców z obu tych grup obok siebie będzie ich szybkie zepsucie. Kierując się tą zasadą, lepiej jest nie trzymać w bliskiej styczności jabłek z bananami, a pomidory przechowywać z dala od marchewek, ogórków czy kalafiora.

Drzwi lodówki

Temperatura na drzwiach lodówki wynosi 8 – 10 stopni. Podczas otwierania lodówki to miejsce najszybciej traci swą temperaturę, dlatego też zaleca się przechowywać tam masło, jajka, konfitury. Najniższa półka, która najczęściej jest większych rozmiarów, posłuży najlepiej do chłodzenia napoi czy przechowywania mleka.

* Jajka mogą być przechowywane przez okres 20 dni od zniesienia w temperaturze pokojowej (20 stopni). Jeśli jednak zostaną już włożone do lodówki, nie można zaprzestać ich chłodzenia. Po przekroczeniu granicy 20 dni również niezwłocznie powinny trafić do lodówki.



Podczas układania produktów zawsze przeglądam ich daty ważności i segreguję je według tego kryteria. Np.: Mając w lodówce 4 jogurty, układam je jeden za drugim, z czego pierwszy z tego grona jest najkrócej zdatny do spożycia. Pamiętając o tej zasadzie, chcąc zjeść jogurt, zawsze sięgam po ten pierwszy.

A jak wygląda Wasza organizacja lodówki? Czy podświadomie stosujecie się do tych rad? A może macie zupełnie inny system przechowywania żywności w lodówce?

sobota, 9 września 2017

Post fotograficzny - Szwajcarskie okolice winnic

Dawno już nie przedstawiałam Wam na blogu zdjęć, które pokazywałyby moją zabawę z aparatem. Zazwyczaj skupiam się na relacjach z różnych zakątków, a przecież czasem warto po prostu napawać się pięknem danego miejsca. Dzisiaj zobaczycie zatem zdjęcia, które udało mi się zrobić podczas tych wakacji w szwajcarskim kantonie Graubünden. Mamy to szczęście, że posiadamy znajomego, który pracuje w tym cudownym rejonie i mógł on oprowadzić nas po winnicach.

Spójrzcie tylko na tę piękną okolicę!




























Mieliśmy ogromne szczęście, że pogoda nam dopisała. Cały tydzień przed i po tym dniu był bardzo deszczowy...




Jedna z chatek właściciela winiarni. Tuż obok znajduje się grill, przy którym urządziliśmy sobie przyjemne popołudnie.





Gdzieniegdzie widać już było dorodne winogrona.



























Przepiękny widok: winnice na tle gór.




























Droga wzdłuż winnic jest niesamowicie przyjemna i obfituje w piękne widoki.






Jak podoba Wam się ta okolica?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...